czwartek, 2 listopada 2017

Jolse [TROIAREUKE] Acsen A+ cushion - recenzja.

Nie lubię cushionów. Piszę to na wstępie, żebyście wiedzieli jakie mam do nich nastawienie. 
Miałam kilka i żaden nie powalił mnie na tyle na kolana, by zrezygnować dla nich z moich tradycyjnych kremów BB.
Dlatego trochę z przekory, a trochę z nieustającego poszukiwania doskonałego kosmetyku postanowiłam przetestować cushion firmy TROIAREUKE - słynny Acsen A+.


Warto wspomnieć nieco o samej firmie, ponieważ jak pamiętam, nie pojawiła się do tej pory u mnie na blogu. Jest to koreański brand kosmetyczny, specjalizujący się w produkowaniu kosmetyków leczniczych. Produkty marki są wykorzystywane w salonach medycyny estetycznej i SPA. 

Cushion Acsen A+ jest cushionem leczniczym. Według opisu marki "99% to podkład leczniczy, a 1% - koloryzujący". Przeznaczony jest głównie dla cery wrażliwej, mieszanej i tłustej (ale spokojnie mogą go używać właścicielki/właściciele innych, niewymienionych tu cer - myślę, że też bardzo dobrze im się sprawdzi), a jego formuła pozwala na kontrolę sebum.

Tyle tytułem wstępu.
Przejdźmy teraz do momentu, w którym dostałam paczkę. Relację z jej otwarcia, pokazania cushionu i tego jak wygląda na skórze możecie zobaczyć w moim filmie, więc pominę niektóre opisy, jak na przykład wygląd.
Warto tylko wspomnieć (a nie zrobiłam tego w filmie), że w przeciwieństwie do większości znanych mi podkładów, gąbka nie jest już nasączona kremem bb, tylko ten krem jest w samym jej środku, co wygląda nieco jak japońskie  mochi - ryżowe, miękkie ciastko wokół lejącego się syropu w środku (to porównanie wbiło mi się w głowę po zajrzeniu na blog Kociamber w podróży i tak mi zostało -Magda wybacz, ale jest bardzo trafne. No i uwielbiam mochi :)).
Zdjęcie z filmu o pierwszych wrażeniach :)

Teraz chciałabym tylko dodać to, co obiecałam w filmie, czyli podsumowanie jak zachowuje się cushion po dłuższym stosowaniu, oraz jak daje radę z pudrem.

Po dłuższym stosowaniu ciężko stwierdzić, czy rzeczywiście leczy, bądź co bądź po to ustalam sobie wszystkie kroki pielęgnacyjne i kupuję pod nie resztę kosmetyków, żeby kazdy z nich dbał o moją skórę. Ale na pewno cushion nie zapycha.
Podkreślam po raz kolejny (bo robiłam to już w filmie): na skórze wygląda fenomenalnie!! Stapia się z nią, pięknie kryje i wyrównuje koloryt, sprawia, ze skóra jest...wilgotna w wyglądzie (nie mam pojęcia jak inaczej to określić), co przy tłustej i mieszanej skórze jest dość ciężkie do ukazania, bo często zamiast wyglądu wilgotnej skóry, wydaje się ona być tłustą.
Rozszerzonych porów nie podkreśla, właściwie w jakiś sposób je spłyca i lekko niweluje. 
Po przypudrowaniu również nie ma żadnego problemu, nie ścina się, nie zbiera w załamaniach, nic.
Nosi się go niesamowicie cudownie, więc jeśli się zastanawiacie nad cushionem dla siebie - nie wahajcie się, warty jest swojej ceny.

Jedynym mankamentem (poza ceną, no ale jakość musi kosztować 👹) jest fakt, że ma tylko jeden odcień.
Oglądając firmy Edwarda Avili czy Joan Kim wydawało mi się, że będzie on bardzo jasny, wręcz porcelanowy. Niestety trzeba wziąć poprawkę na lampy studyjne...Podkład jest dla mnie dość  ciemnawy, najbardziej zbliżone mu europejskie odcienie to będą beże do kolorów typu "natural", do tego ma ciepły ton, co akurat w moim wypadku jest ogromnym plusem. Niestety, po dwóch tygodniach noszenia go i jednym dniu przerzucenia się na mój zwykły odcień (porcelain) różnicę widać od razu - siłą rzeczy, więc nie ma sensu go nosić dłużej i na siłę przyciemniać sobie twarz...
Ale po raz pierwszy powiem to odnośnie cushionu - jest mi w związku z tym niesamowicie szkoda!!!!😿

Skład:               10/10 - jak na cushion jest naprawdę świetny
Zapach/kolor: 5/10 - ocena niska ze względu na jeden odcień. Ale przy ciemniejszej cerze pewnie będzie 10/10
Działanie:         koloryzuje, wyrównuje, leczy.
Cena:                38$ na jolse