poniedziałek, 16 lipca 2018

Jak zacząć świadomą pielęgnację cery?

   Na kanale YT śmiga mój film pod tym samym tytułem, ale zdaję sobie sprawę, że niektórzy wolą coś mieć napisane, a nie mówione, wobec tego postanowiłam również umieścić wpis na blogu o tej samej tematyce. Zwłaszcza, że mam tendencje do słowotoku i czasem przy edycji filmów łapię się za głowę - ile tego trzeba wyciąć, albo jak wykombinować, żeby zdania logicznie łączyły się w całość. Bo czasem zaczynam o jednym, a kończę o czymś już zupełnie innym :)
  No, ale ok, wracamy do podstawowego tematu.
Szukając informacji na blogach i forach tematycznych zauważyłam, że początkujące osoby często mają problem z tym, jak zacząć i proszą innych o utworzenie rutyny pielęgnacyjnej. O ile proszenie o pomoc nie jest absolutnie złe, bo nie wszyscy muszą od razu się na tym znać, o tyle trzymanie się ślepo potem niektórych punktów mnie zadziwia. 
  Jestem zaskoczona, że informacja "u mnie się sprawdza, to u ciebie też powinno" działa jak stuprocentowe polecenie, a w momencie, kiedy jest inaczej, rodzą się czasem pretensje do polecającego. 
Czyli jak zacząć świadomie dbać?

1. POZNAJ SWOJĄ CERĘ!
Tak jak lekarz bez dokładnego opisu objawów i badań nie postawi prawidłowej diagnozy, tak nikt przez Twój lakoniczny opis (mam pryszcze, cera mi się przetłuszcza/wysusza - co robić?) nie poda Ci dokładnej pielęgnacji. To ty na co dzień widzisz stan swojej cery, a on zależy tak naprawdę od wszystkiego: od miejsca, w którym mieszkasz, od pracy, od twojego trybu życia, tego czy palisz/pijesz alkohol/kawę, jakich kosmetyków używasz na co dzień, jakie leki łykasz, po wiek i to jak do tej pory dbałaś/dbałeś o cerę. Owszem, można próbować na ślepo - ale próbowałaś/próbowałeś wyleczyć grypę lekami na anginę?

2. OKREŚL CZEGO POTRZEBUJE.
Kiedy już mamy określoną cerę (jaki typ, jaki podtyp, co może nam szkodzić, a co pomaga), wtedy zastanawiamy się na spokojnie, co na początek chcemy wyleczyć. Pryszcze? Przetłuszczanie się? Suchość? A może naczynka? Najlepiej podejść do tego metodycznie, bo nie wszystkie składy kosmetyczne ze sobą współdziałają, co pisałam już jakiś czas temu, opisując właściwości witaminy C.

W obu tych przypadkach warto założyć sobie zeszyt pielęgnacji kosmetycznej, żeby nie zapomnieć o tym, co już się odkryło. Pomaga to znacznie w późniejszym doborze kosmetyków. 

Kiedy mamy już określone obie te rzeczy, przymierzamy się do kupna kosmetyków. I teraz wymienię punkty, którymi  z reguły kieruję się przy doborze, a które bardzo ułatwiają mi zadanie: 

1. Nie kupuj na szybko!!!
Wiem, wiem, czasem łatwo powiedzieć, gorzej zrobić :) Ale wielokrotnie się już przekonałam, że kupowanie na szybko (bo nie ogarnęłam, że kończył mi się krem, a kolejny - jeśli własnie zamówię -  przyjdzie dopiero za dwa-trzy tygodnie) kończy się kupnem bubla, który i tak wywalę, jak przyjdzie to, co zamówię.

2. Nie kieruj się opakowaniem/ceną/promocją. 
Wielokrotnie się przekonałam, że śliczne i słodkie opakowanie to zwykły chwyt marketingowy, bo kosmetyk nie jest w stanie obrobić się składowo. W moim przypadku często są to kosmetyki Tony Moly czy Etude House (chociaż zdarzają się wśród nich oczywiście wyjątki). Cena - no cóż, można trafić drogi bubel, albo tanie cudo.
 Promocja i niepojęte dla mnie często zdania na forum: "Kupiłam coś w mega promocji, powiedzcie, czy to ma dobry skład i nadaje się do mojej skóry/dopasujcie do mojej rutyny". W 80% takich przypadków okazuje się, że skład jest kiepski, kosmetyk kompletnie nie dopasowany do pielęgnacji, a pieniądze są wywalone w błoto. Kupić tylko dlatego, że jest hasło "promocja"? Często to tylko chwyt na to, by wydać kasę, ale ta kasa jest po prostu zmarnowana.

3. Korzystaj z aplikacji/stron analizujących składy.
W obecnej dobie internetu bardzo łatwo dotrzeć do takich informacji. Nie trzeba być mistrzem analizy, by móc sobie poradzić. Po pewnym czasie zauważysz, że nawet nie będziesz musiał/musiała już korzystać z tych aplikacji, bo większość do tej pory obcobrzmiących nazw będzie łatwa do rozszyfrowania. Dzięki temu unikniesz pułapki marketingowej jeśli zobaczysz hasło "szampon z olejkiem arganowym", gdzie myślisz, że tego olejku jest sporo, a tu nagle okazuje się, że po wszystkich wypełniaczach jest go może ułamek procenta w składzie...

4. Korzystaj z poleceń "z głową".
Często dostajemy polecenie kosmetyku przez osoby, które chcą pomóc, albo widzimy jakiś polecany przez blogerów/yt. I to jest fajne, bo można w ten sposób rzeczywiście znaleźć coś dla siebie. Czasem zaskakuje mnie jednak, że ludzie ślepo idą za tym poleceniem, a potem są zaskoczeni, że im się kompletnie nie udało. No cóż, to, że mi dany kosmetyk pasuje, nie musi pasować osobie, która ma suchą lub tłustą skórą. Albo alergiczną. 
W zasadzie przy poleceniach prawie zawsze polecający podaje typ swojej skóry, ale nie zawsze ludzie zwracają na to uwagę. To, czy u niego kosmetyk działa, może też zależeć od rutyny i kosmetyków towarzyszących. nie mówiąc o opiniach, które są po prostu opłacone w jakiś sposób przez firmy :D Wobec tego, jeśli coś nam się podoba, bo ktoś poleca, to najpierw sprawdzamy skład i
patrzymy, czy jest dla nas, a potem dopiero decydujemy się na zakup.

5. Nie patrz na ograniczenia wiekowe na opakowaniu.
To jest chyba jedna z lepszych bzdur, którą wymyślili producenci. Nie ma sztywnej granicy wiekowej, od której powinniśmy używać danego kosmetyku. Zdarza się, że ludzie krótko po trzydziestce mają tak zniszczoną skórę,że powinni używać już preparatów oznaczonych 40+, a  czasem skóra jest tak zadbana, że czterdziestolatek może spokojnie używać tego co jest opisane jako 35+. Wszystko zależy od stanu Twojej skóry i, oczywiście, składu kosmetyku :).

6. Nie oczekuj natychmiastowych rezultatów. 
Przychodzą one wcześniej czy później, zależnie od twojej determinacji w dbaniu o skórę. 
Znów podam własny przykład - był moment, że moja skóra była piękna, rozświetlona i praktycznie wyleczona, ale zaczęłam pracować przy roślinach, co wiąże się z pogodą, kurzem, opryskami, do tego testuję ciągle nowe kosmetyki...I piję kawę w nałogowych ilościach. W rezultacie muszę od nowa szukać kosmetyków, dzięki którym bez makijażu będę wyglądać tak, że ludzie będą mnie mimo wszystko o jakiś lekki makijaż posądzać :).

To tyle moich rad odnośnie świadomej pielęgnacji. To oczywiście dopiero wierzchołek góry lodowej i w przyszłości pewnie będą się pojawiać kolejne posty tego typu, ale mam nadzieję, że post Wam choć trochę pomoże, jeśli macie do tej pory mętlik w głowie. 
A wy jak zaczynaliście dbać o swoją skórę?



niedziela, 8 lipca 2018

One milion i Mint chocolate - subiektywnie o paletkach MUR

Dziś będzie trochę kolorówki. Nieczęsto o niej piszę, ale też nie jestem zwolenniczką kupowania jej w wielkiej ilości (choć miało się taki czas :)). Jakoś tak zawsze wychodzi, że na jeden zakup kolorowego kosmetyku, przypada koło pięciu - ośmiu kosmetyków pielęgnacyjnych u mnie.
Testuję przeróżne firmy, jednak mam taką jedną, która towarzyszy mi od lat, jeszcze z czasów, gdy nikt nie słyszał o tym, że będzie dostępna w drogeriach stacjonarnych, i pewnie nawet nie było to w planach tych drogerii. 
Za to, kiedy wkroczyła już na salony, szturmem podbiła serca maniaków makijażu. Jest tania, opakowania cieszą oko, a kosmetyki, jak na swoją cenę są naprawdę dobrej jakości.
Po tym wstępie można się domyślić, że mówię oczywiście o MAKEUP REVOLUTION.

sobota, 30 czerwca 2018

Żelowy nawilżacz. [ZYMOGEN]- Ultra facial oil free aqua cream

Przyszło lato. 
A jak przyszło lato, to zmienia się nieco pielęgnacja. 
Niby się zmienia, ale nawilżać twarz trzeba. Tyle, że jest ciepło i to nawet bardzo.. A jak jest ciepło, to bardziej odżywcze i bogatsze kremy, pakowane na co dzień na twarz ze skórą mieszaną i/lub tłustą robią jej paskudne kuku...Co robić?!!!
Jest na to rada - sięgnąć po krem - żel, który ma działanie nawilżające.
Jednym z takich żeli jest Ultra facial oil-free aqua cream koreańskiej firmy ZYMOGEN
Na krem jak zawsze natrafiłam przypadkiem, szukając czegoś ciekawego na wiosnę i lato, co będzie lżejsze od moich standardowych kremów, ale jednocześnie pozwoli mi nawilżyć skórę i jej nie zepsuć. A jeszcze jak będzie się nadawać pod makijaż to już w ogóle pełnia szczęścia.

niedziela, 24 czerwca 2018

Między peelingiem mechanicznym a enzymatycznym - [MIZON] Apple Smoothie peeling gel

   Dziś zrecenzuję kosmetyk, który dotarł do mnie w kosmetycznym boxie w lutym, więc miałam naprawdę sporo czasu na to, by przetestować kosmetyki, które w nim dostałam. Zdaje się, że nigdy tego boxa nie opisałam, bo i też trochę się zawiodłam jego zawartością, która nie do końca była zgodna z tym, co obiecywano, ale niektóre rzeczy naprawdę były zacne. Polubiłam się na przykład z tonerem Pyunkang Yul i wcale się nie dziwię, że zbiera tak pozytywne recenzje, polubiłam się też z żelem z Mizona. 

niedziela, 17 czerwca 2018

Dwa demakijażowe oleje

         Od paru lat stosuję dwuetapowe oczyszczanie cery i twierdzę, że nie ma nic lepszego na koniec dnia. To pierwszy etap, kiedy moja cera zaczyna czuć się świeżo i pozbywa się nadmiaru kosmetyków i brudu, a nie wyobrażam sobie tego kroku bez dobrego olejku do demakijażu. 
Jakoś nie mogę się przemóc, żeby znaleźć coś na naszym, polskim rynku kosmetycznym, chyba z przyzwyczajenia robię już zamówienia z Korei Płd. i Japonii, i tym razem mam przedstawicieli obu tych państw.

środa, 16 maja 2018

Wracam do azjatyckich eyelinerów

    Eyelinerów używam namiętnie i ciągle, od wielu lat nie mogę się od nich uwolnić. Szybko nadają wyrazistości, zwłaszcza jeśli na co dzień nie nosi się sztucznych rzęs, ani nie spędza wielu godzin nad makijażem oka. Rano, przed wyjściem do pracy jest to raczej mało praktyczne...
  Testowałam już parę japońskich i koreańskich, nawet porównywałam je z europejskimi, co można sprawdzić w podlinkowanym wpisie. Po tym jak skończył mi się eyeliner z Isehan, miałam od nich dłuższą przerwę, zresztą robiłam też mało zakupów kosmetycznych, starając się zużyć to, co mam. 
  Jednak ostatnio nazbierało  się nieco do kupna, wobec tego przy okazji wrzuciłam od razu trzy sztuki. Żeby nie było monotonnie, wybrałam trzy kolory.

środa, 7 lutego 2018

[andLAB] Xylitol mild sun cushion - recenzja

 Wyjątkowo ten post zostaje dodany razem z filmem, ale nie chciałam recenzji ubiec moimi pierwszymi odczuciami, z drugiej strony minęło już na tyle dużo  czasu, od kiedy zaczęłam używać kosmetyku, że spokojnie mogę pokusić się o recenzję. 
Ale zacznę może od początku :)
  Co jakiś czas od jolse -  mojego ulubionego sklepu z koreańskimi kosmetykami dostaję do testów jeden z wybranych takich kosmetyków. Tym razem trafiło na firmę andLAB i ich Xylitol mild sun cushion.