czwartek, 12 stycznia 2017

[SWATI AYURVEDA] - krem przeciwzmarszczkowy - recenzja

  Tak przez moment zastanawiałam się o czym napisać, bo czasu dziś wyjątkowo mało, a w sumie koreańskie produkty nadal są w fazie testów, więc nie będę ich recenzować po trzech użyciach...Ale już wiem.

W oko wpadł mi mój krem przeciwzmarszczkowy, który zakupiłam jakiś czas temu w sklepie z orientalną żywnością. 

Indie mają sporo do zaoferowania, jeśli chodzi o świat kosmetyczno-perfumeryjny. Wiemy, jakie Hinduski mają włosy -  geny to jedno, ale tez mają inny styl dbania o nie. Ja uwielbiam indyjskie olejki, szampony, odżywki i naturalną hennę. Lubię też kadzidlane zapachy, jeden z nich odkryłam na przykład w kremie do twarzy, o którym wspominam w tym filmiku.

 Ale dziś o innym kremie będzie mowa, bowiem wynalazłam firmę Swati Ayurveda i jej kosmetyki. 

 Słowo "ayurveda -  आयुर्वेद ", powinno być Wam znane, lub przynajmniej słyszane. Jest to system starożytnej medycyny indyjskiej, zajmujący się zdrowiem psychicznym, fizycznym i duchowym. Jest sporo artykułów o tym w necie, więc wystarczy poczytać, ja nie będę się rozwijać. Dość powiedzieć, że medycyna ayurwedyczna korzysta z sił natury, więc rośliny lecznicze nie są dla niej tajemnicą.
 Firma SWATI z kolei, to indyjska firma, produkująca kosmetyki do pielęgnacji ciała i włosów na bazie indyjskich roślin. Importerem w Polsce jest m. in. Bombay bazar, działający w Lesznowoli pod Warszawą.
W ofercie są bardzo ciekawe produkty do pielęgnacji włosów, warto tam zajrzeć :)

Wracając do kremu. Kosmetyk ma zwykłe, plastikowe opakowanie - nic specjalnego. Dość minimalistyczne i powiem szczerze, że skojarzyło mi się ze zwykłym, tanim słoiczkiem, które czasem można kupić przy własnym robieniu kosmetyków na kolorowka.pl albo na biochemiaurody.pl.
Za to skład wygląda już trochę lepiej, bo jest krótki i jest w nim rzeczywiście sporo roślinnych akcentów. Zaraz na drugim miejscu mamy olej kokosowy, sezamowy, wosk pszczeli. Tak naprawdę jedynymi nieroślinnymi składnikami jest woda destylowana, borax, lecytyna, lanolina, gliceryna, wit. A i E. 
Trochę mnie ten borax zaskoczył w składzie, bo zawsze mi się kojarzył z silnie czyszczącym środkiem do chemii gospodarczej. Ale po doczytaniu okazało się, że czasem stosuje się go w kosmetykach jako konserwant.
Krem ma całkiem przyjemny zapach, trochę kojarzy mi się z nawilżającym kremem NIVEA, w takim błękitnym opakowaniu. 
A teraz o działaniu. Według informacji jest to silnie nawilżający krem, redukujący bardzo szybko zmarszczki. 
Nie wierzę w natychmiastowe działania, ale liczyłam na to, że po dłuższym stosowaniu coś tam rzeczywiście się zmniejszy, no i nawilży mi skórę. 
Już po pierwszym użyciu wiedziałam, że coś jest nie tak, ale postanowiłam iść w zaparte. Niestety, mimo przyjemnego zapachu i fajnego, lekko perłowego wyglądu, z kremem się mocno nie polubiliśmy. Po każdej aplikacji skóra była ściągnięta i napięta, czyli gdzieś ten nawilżający efekt nie zadziałał. Natychmiastowego zniknięcia zmarszczek też nie było, po dłuższym stosowaniu (trzy tygodnie), nie zauważyłam żadnej różnicy, tyle mojego co się tylko przemęczałam z napiętą skórą i co jakiś czas ratowałam ją maską nawilżającą na noc firmy LIOELE (czeka na swoją recenzję).

Podsumowując: kremu Swati na pewno już ani nie użyję, ani nie kupię, najwidoczniej nie radzi sobie ze skórą mieszaną i wrażliwą. Nie widzę też żadnych zmian na lepsze, więc nie ma sensu dalej go testować. Szkoda, wiązałam z nim spore nadzieje, widząc skład, ale tym razem trafiłam na całkowicie nietrafiony kosmetyk.
Za to myślę, że czekają mnie zakupy kosmetyków do włosów :)

Czy ktoś z Was używał już kosmetyków hinduskich? A może mieliście w swoich zapasach coś firmy Swati?