wtorek, 3 stycznia 2017

[10 KROKÓW KOREAŃSKIEJ PIELĘGNACJI] - Krok pierwszy "Oczyszczanie"

    Przygodę  z moim blogiem zaczęłam od kosmetyków koreańskich i wstępnego opisu pielęgnacyjnego, oraz krótkich opisów kosmetyków, których wtedy używałam. To było raptem pół roku temu, a mam wrażenie, że całe wieki dzieli mnie od tej wiedzy, którą miałam wtedy i mam teraz. Pół roku wgłębiania się w tajniki pielęgnacji, pół roku testów, sprawdzania, czytania, testowania...Pół roku to bardzo dużo :)
    Tamte opisy trochę po macoszemu traktowały całą pielęgnację i tak naprawdę niektóre z Was mogły się przerazić ilością kroków i kosmetyków użytych. Ale chcę Was przekonać, że pielęgnacja koreańska to bardzo przyjemna rzecz, którą warto wprowadzić jako codzienny rytuał, nawet jeśli nie poranny, to zdecydowanie wieczorny, kiedy mamy nieco więcej czasu dla siebie. Bo cóż może być przyjemniejszego po całodziennej bieganinie, stresujących sytuacjach w pracy, w szkole, czy gdziekolwiek indziej niż wieczorny rytuał z pięknie wyglądającymi i pachnącymi kosmetykami? Dla mnie to mega odstresowujące.
  Zdradzę Wam pewien sekret: do momentu, gdy traktowałam kosmetyki i pielęgnację jako konieczność, nie interesowało mnie, gdzie stoją i jak wyglądają. Okazało się jednak, że to ma dość spore znaczenie, zwłaszcza, że jestem wzrokowcem. 
 Wklepując więc w siebie wszystkie kosmetyki i jednocześnie patrząc na ich urocze opakowania, naprawdę mam wrażenie, że robię dla swojej skóry coś dobrego.
 Po tym długim wstępie przechodzimy do właściwego tematu*.

 Oczyszczanie - etap pierwszy.
Wyjaśnijmy sobie to od razu: nieistotne, czy nosisz makijaż, czy nie, oczyszczać twarz powinnaś zawsze zarówno wieczorem, jak i rano.
Zarówno w nocy, jak i w ciągu dnia na twarzy zbiera się sebum, brud, tłuszcz i martwe komórki naskórka. Kiedy to "wlezie" do porów - rozszerza je, a po utlenieniu tworzy czarny punkcik - mały, paskudny wągier. Jak przydefilują bakterie (a o to wcale nietrudno, w końcu ile razy dotykasz twarzy w ciągu dnia rękoma lub włosami? Pościeli również nie zmieniasz co wieczór, a na niej też znajdują się drobnoustroje), to mamy przepis na pryszcza doskonałego. Dodatkowo brud gromadzący się na twarzy zawiera wolne rodniki, które uszkadzają i zabijają komórki skóry, a to powoduje rozpad elastyny i kolagenu odpowiedzialnych za sprężystość i jędrność skóry.
 Dlatego oczyszczenie twarzy to podstawa.
Z reguły noszę mocniejsze makijaże, zwłaszcza oka, nierzadko korzystam też z trwałych pomadek, więc zanim wezmę się za całkowite oczyszczanie twarzy, na początek oczyszczam powieki i usta, korzystając z mleczek do demakijażu. Dlaczego z mleczek a nie z płynów micelarnych? Bo uważam, że są znacznie bardziej treściwe i łatwiej rozpuszczają kosmetyki (przy czym nie zawsze korzystam z wacika Jakiś czas temu doczytałam, że bawełna użyta do ich produkcji może być toksyczna, więc teraz staram się lekko wmasowywać kosmetyk do demakijażu, a dopiero na koniec wycierać płatkiem - by zminimalizować jego kontakt ze skórą).
Moimi ulubionymi są:
Delikatny płyn do demakijażu, wolny od olejków, alkoholu i nie perfumowany, rozpuszczający całą kolorówkę. W składzie ma ekstrakt z rozmarynu i białej herbaty.
Mleczko do demakijażu z proteinami mleka. Lekkie, delikatne, przyjemne  w stosowaniu.
[HOLIKA HOLIKA] - Daily Garden Lip&eye remover
Dwufazowy płyn, którym należy solidnie wstrząsnąć przed użyciem :)

Skoro oczy i usta mamy oczyszczone, bierzemy się za twarz. W moim pierwszym wpisie o oczyszczaniu pisałam dlaczego pierwsze zmywanie makijażu i zanieczyszczeń z twarzy powinno się przeprowadzać olejkiem, ale powtórzę jeszcze raz: tłuste łatwiej się zmywa tłustym. Nasze europejskie standardy przyzwyczaiły nas do tego, że na hasło "tłusty", albo "olej" w kosmetyku dostajemy gęsiej skórki. Wydaje nam się, że olejek myjący nie będzie działał, ani tym bardziej nie nadaje się do wielu typów skóry, właściwie tylko skóra sucha sobie może na niego pozwolić. I po testach z europejskimi kosmetykami wcale tej opinii się nie dziwię - o mojej przygodzie z nimi mówię tu w akapicie z DOVE oraz tu, pod koniec, gdzie jeden z tego typu kosmetyków wystąpił, jako antyulubieniec. 
Koreańskie olejki myjące są zupełnie innym kosmetykiem. Przede wszystkim można dobrać sobie taki do każdego typu cery - nieistotne, czy jest ona tłusta, sucha, czy wrażliwa, młoda, czy już z wiekowymi zmarszczkami. Są lżejsze od ich europejskich odpowiedników, przynajmniej tych, które znam. Zasada ich działania jest prosta: dozujesz pompkę (ok 5 ml) na twarz, wmasowujesz w skórę, przy okazji pobudzając naczynia krwionośne i pozwalając, by olejek połączył się z kosmetykami i zanieczyszczeniami na twarzy. W tym momencie masz na twarzy tłusty filtr. Ale już po chwili dodajesz ciepłej wody, pod wpływem której olejek emulguje czyli zamienia się w białą emulsję i spłukujesz go z twarzy. Emulsja zabiera  całe zanieczyszczenie ze sobą, a po tłustym filmie na skórze nie ma śladu. Tak samo jak i po makijażu. Proste, prawda?
Moje ulubione:
[INNISFREE] - Apple Juicy cleansing oil 
 (recenzja jest tu). Świetnie oczyszcza, do tego ma delikatny zapach zielonych jabłek.
[BANILA CO.] - Clean it zero
Fenomenalna rzecz w formie kremu, zamieniającego się w olejek, zamieniający się w emulsję. To trzeba mieć! (niebieski do skóry wrażliwej, zielony do tłustej, różowy - klasyczny). 
[SKIN79] - Natural 98 Yum yum cleanser - bardzo przydatny kosmetyk, zwłaszcza, jak rano nie ma się czasu na podwójne oczyszczanie. Mus doskonale oczyszcza twarz zarówno z zanieczyszczeń, jak i z makijażu. (**)  

Tak wygląda pierwszy etap.
Jeżeli nie jesteście pewne, jaki olejek myjący sobie dobrać do własnego typu skóry, warto pobuszować po stronach z polskimi opisami, warto poszukać na e-bayu czy amazonie, poszukajcie też opinii i recenzji, bo coraz więcej się ich pojawia na polskich stronach.
Zawsze też możecie się skontaktować ze mną przez FB Lisi Makeup, postaram się pomóc w doborze. Ale pamiętajcie, że to Wy najlepiej znacie potrzeby swojej skóry :)




* w tym i w następnych wpisach o pielęgnacji będę bardzo mocno korzystać z książki Charlotte Cho "Sekrety urody Koreanek", bo jest to esencja wiedzy o tej pielęgnacji. Poza tym pani Cho ma wykształcenie kosmetyczne, będące sporą podporą tej wiedzy.
** link jest do polskiej strony, bo to, że ja z reguły nie zamawiam w polskich sklepach, o czym mówiłam w filmie, nie znaczy wcale, że tego nie zrobię, jak będą jakieś fajne promocje :)