piątek, 30 grudnia 2016

.[ETUDE HOUSE] Wonder pore tightening essence.- recenzja.

   Na moje nieszczęście jestem posiadaczką skóry mieszanej. Dziewczyny, które mają z tym problem, doskonale wiedzą, o czym piszę, określając to "nieszczęściem". Cera mieszana, nie dość, że najczęściej szybko się przetłuszcza w strefie "T", za to policzki ma suche, ma dodatkową tendencję do rozszerzania się porów, które z czasem wyglądają już nie jak rozszerzone, ale jak kratery wulkaniczne, które ciężko zamaskować bazami czy podkładami. 
Jak na razie nie nalazłam nic, co by mnie mocno satysfakcjonowało, ale przynajmniej zaczęłam się uczyć, jak to cholerstwo oczyszczać, do tego często wyszukuję kosmetyków pielęgnujących, pomagających mi w walce z tą niedoskonałością. Ostatnio trafiło na mocno chwaloną w świecie koreańskich kosmetyków esencję z serii Wonder pore, od firmy ETUDE HOUSE.
  Zamówiona przeze mnie na e-bay emulsja dotarła z Korei po dwóch tygodniach. Kosztowała niecałe 57 zł i mniej więcej za tyle powinniście ją dostać :). 



Pierwsze wrażenie. Esencja opakowana w gustowne pudełeczko w kolorze błękitnym. Na stronie tytułowej jest nazwa oraz dziesięć obietnic producenta:

*głęboko oczyszcza pory
*minimalizuje ich wygląd
*kontroluje wydzielanie sebum
*nawilża skórę zewnętrznie i wewnętrznie
*wygładza skórę
*ma idealne pH dla skóry
*ujednolica koloryt skóry
* utrzymuje jej elastyczność
*usuwa martwe komórki z powierzchni skóry
*oczyszcza pory wewnątrz jednocześnie utrzymując efekt chłodzący.

Mówiąc krótko: ma walczyć z rozszerzonymi porami, pryszczami też, a jednocześnie nie wysuszać i nie podrażniać skóry.
Jak widać, trochę tych celów jest i to wszystko w jednej emulsji...
Na następnej stronie mamy obrazkowy opis i instrukcję obsługi, niestety już po koreańsku. Trochę szkoda, ale z drugiej strony w końcu to koreański kosmetyk.
Z tyłu jest opis całego kosmetyku również w wersji koreańskiej, a na ostatniej stronie mamy skład, na szczęście tym razem w wersji angielskiej. 
Skład dość długi, mamy w nim alkohol, mamy krzem, dimeticon, ale  - co dla mnie jest mocno pocieszające - mamy też sporo roślinnych ekstraktów: mięty (dającej ten chłodzący efekt), wodę z cyprysika japońskiego, ekstrakt z liści miłorzębu, ekstrakt z kwiatów arniki górskiej, ekstrakt z krwawnika i ekstrakt z korzenia goryczki żółtej.
Dokładna analiza: http://www.cosdna.com/eng/cosmetic_f79c286220.html

Drugie wrażenie:
Wewnątrz mamy ładną buteleczkę z pompką, o pojemności 50 ml i przezroczystą zatyczką. 
Pompka dozuje bardzo małą ilość produktu, ale jest ona wystarczająca, do użycia na raz. Jako, że jest to esencja, w koreańskim trybie dbania o skórę używam jej zaraz po podwójnym oczyszczeniu i tonizowaniu twarzy.

Efekty.
Jest bardzo lekka, szybko się wchłania, rzeczywiście daje efekt schłodzonej skóry. 
Czy zmniejsza pory?
Przyznam szczerze, do tej pory jakoś szczególnych efektów nie zauważyłam. Troszkę się zmniejszają, ale nie jest to jakaś spektakularna różnica. Z drugiej strony, może być to wina mojego wieloletniego zaniedbania, więc myślę, że warto dać szansę kosmetykowi. 
Ale zauważyłam też, że bardzo delikatnie podsusza skórę, warto więc na to zwrócić uwagę przy dłuższym stosowaniu. 
Kosmetyk jest bardzo wydajny, a w swojej rodzinie ma jeszcze tonik, piankę do mycia twarzy, piankę ze szczoteczką, mgiełkę nawilżającą, emulsję, mydełko, maskę, żel punktowy...Cała, ogromna seria, do wyboru, do koloru. :)
Ja na razie poprzestanę raczej na tej esencji, ale kto wie, może w przyszłości skuszę się jeszcze na coś?
Mieliście już coś z tej serii?