piątek, 30 grudnia 2016

.[ETUDE HOUSE] Wonder pore tightening essence.- recenzja.

   Na moje nieszczęście jestem posiadaczką skóry mieszanej. Dziewczyny, które mają z tym problem, doskonale wiedzą, o czym piszę, określając to "nieszczęściem". Cera mieszana, nie dość, że najczęściej szybko się przetłuszcza w strefie "T", za to policzki ma suche, ma dodatkową tendencję do rozszerzania się porów, które z czasem wyglądają już nie jak rozszerzone, ale jak kratery wulkaniczne, które ciężko zamaskować bazami czy podkładami. 
Jak na razie nie nalazłam nic, co by mnie mocno satysfakcjonowało, ale przynajmniej zaczęłam się uczyć, jak to cholerstwo oczyszczać, do tego często wyszukuję kosmetyków pielęgnujących, pomagających mi w walce z tą niedoskonałością. Ostatnio trafiło na mocno chwaloną w świecie koreańskich kosmetyków esencję z serii Wonder pore, od firmy ETUDE HOUSE.
  Zamówiona przeze mnie na e-bay emulsja dotarła z Korei po dwóch tygodniach. Kosztowała niecałe 57 zł i mniej więcej za tyle powinniście ją dostać :). 


piątek, 23 grudnia 2016

[MIZON] - Collagen power firming eye cream - recenzja

   Delikatna skóra wokół oczu wymaga szczególnej dbałości. O tym wiedzą wszyscy, ponieważ na każdym kroku przypominają nam o tym firmy kosmetyczne, reklamy, blogi, filmiki urodowe.
  Ja w teorii też o tym wiedziałam, ale będąc nastolatką, czy mając te  - dzieścia lat, jakoś szczególnie się tym nie przejmowałam. Zresztą, moja pielęgnacja skóry twarzy w tym okresie wołała o pomstę do nieba. 
  Dopiero kiedy przekroczyłam trzydziestkę, nagle zauważyłam, że coś jest nie tak. To pewnie nadchodziło stopniowo, ale mnie uderzyło obuchem. Robiąc demakijaż, zauważyłam sieć delikatnych zmarszczek, skóra wokół oczu już nie była taka napięta i wydawała się jakby...sucha? Zdecydowanie nie tak. No to zainwestowałam w kremy. Na naszym rynku jakoś nieszczególnie widziałam coś dla siebie. Tanie kremy nie działały i najczęściej zostawiały jakąś lepką powłokę, drogie...no cóż, były drogie. Do tego też nie działały. (najbardziej zawiódł mnie jeden z Yves Rocher, za który zapłaciłam sporo, aż w końcu go wywaliłam, bo zamiast kremu zrobiła się wazelinopodobna substancja).
  Szukając czegoś na rynku koreańskim, na początek postanowiłam wypróbować krem z MIZON