poniedziałek, 12 września 2016

Wrześniowy szał zakupowy- Kontigo i drogeria Natura



Haul zakupowy - takie modne hasło, prawda?
A jednak bardzo pomocne w mojej ocenie. Ileż ja znalazłam perełek, czytając wpisy oznaczone tym tagiem, lub oglądając wrzuty na YT...


Dlatego tym razem sama pochwalę się kosmetycznymi zakupami, bo przyznaję, że jestem z nich cholernie dumna :)
Zaczynam od Drogerii Natura. Lubię tam chodzić i buszować po szafach. Mają fajny wybór kosmetyków kolorowych i pielęgnacyjnych, znacznie rozszerzony zakres firm, które produkują kosmetyki naturalne, czyli w większości oparte na ekstraktach roślinnych, a spora ilość firm polskich, które tam znajdujemy, sprawia, że nastraja mnie to jeszcze bardziej pozytywnie. 
Niedawno pisałam (tu), ale też i mówiłam (tu) na temat odżywki do włosów O'Herbal. Jako, że w Naturze właśnie trwa promocja, skusiłam się na dwa kosmetyki: odżywkę i maskę, tym razem dopasowaną bardziej do moich potrzeb, czyli wzmacniającą z wyciągiem korzenia tataraku. Takie czepialstwo - chyba bardziej z kłącza - bo jak pamiętam ze starych czasów, kiedy bardziej zajmowałam się ziołolecznictwem, to raczej kłącze jest częścią tataraku bardziej cenioną przez zielarzy, ale to taka dygresyjka :) Oba kosmetyki są  ogromnych pojemnikach a są bardzo tanie, za każdy z nich zapłaciłam niecałe 15 zł. Odżywka ma bardzo wygodną pompkę, maska jest w okrągłym pudełku. Mają piękny, ziołowy zapach, całkiem niezły skład, bo oprócz wyciągu z "korzenia" (ależ się czepiam, nie?:)), jest witamina pp, wyciąg z palmy sabalowej, który  ma pomagać w walce z wypadaniem włosów, a dodatkowo w odżywce mamy mleczne proteiny. Składy są krótkie i jest to kolejny powód, dla którego kupiłam te kosmetyki. Od dziś je testuję, za parę tygodni podzielę się wrażeniami.
Oprócz kosmetyków pielęgnacyjnych pokusiłam się o kolorówkę i moim łupem padły kosmetyki My Secret i Kobo. Obu firm myślę, że nie muszę przedstawiać. Obie marki są polskie, co mnie cieszy. W Kobo skusiłam się na czarną, miękką kredkę do powiek i piękny, śnieżnobiały pigment Frosty White. Natomiast z szafy My Secret zgarnęłam rozświetlacz Princess Dream,  dwa piękne pigmenty o numerze 1 i 5 oraz matujący puder transparentny. W pudrze (ciekawostka), nie było żadnego puszku ani gąbeczki, najwidoczniej producent uznał, że większość narodu kosmetycznego używa już pędzli. Ma to swoje plusy i minusy oczywiście. Najwidoczniejszym minusem jest to, że puder, zmieniając położenie po prostu się wysypuje przez dość spore otworki.
 Podobnie trochę zminusuję pigmenty, bo mimo ich pięknych kolorów, co widać na swatchu, brakuje mi podobnej jak w pudrze pokrywki z dziurkami. Mam coś takiego w pigmencie od Glazel i jest to szalenie wygodne. A tu musimy uważać, by pigment nam się nie wysypał z pudełeczka. Ta sztuka udała mi się niestety przy kręceniu filmu. Tak sobie myślę, że chyba na kolorówce widziałam małe pojemniczki z siatką, albo na biochemii urody, więc kupię i przesypię po prostu.

Następnym punktem zakupowym było Kontigo. Tutaj przystanęłam głównie przy dwóch szafach. Pierwsza, to szafa Mystik Warsaw, oferująca kosmetyki do oczu dedykowane Polkom, druga to Moia, oferująca kosmetyki kolorowe bazowe, czyli pudry, podkłady itp. Z szafy Moia wyciągnęłam rozświetlający korektor pod oczy. Ma fajną dość gęstą konsystencje, a tester mi podpowiedział, że jest nieźle kryjący. Zobaczymy co z tego wyjdzie. 
Na zdjęciu widać zakupy głównie z szafy Mystik, bo przyznaję, że jestem bardzo ciekawa kosmetyków dedykowanym nam, Polkom. Moim łupem padły cienie do oczu. Szukałam głównie wkładów do palety (którą możemy sami skomponować, paleta mieści pięć cieni), ale dwóch nie udało mi się już dostać i zakupiłam je w normalnych, pojedynczych pudełeczkach. Mystik oferuje trzy linie cieni, są to: light (rozświetlające i dość jasne kolory w pełnej gamie, od białych, przez beże, róże, zielenie, do szarych i niebieskich), dusk (cienie podkreślające oczy, bardziej stonowane, nieco ciemniejsze, ale znalazłam tam piękny pomarańczowy) i night (zdecydowanie najbardziej nasycone kolorem, dość ciemne cienie, głównie niebieskie, fiolety, szarości i brązy). Każda seria ma cienie zarówno matowe, satynowe jak i błyszczące. Na zdjęciu widać, ja wyglądają kolory, pod cieniami dodatkowo jest beżowa kredka i eyeliner, kupione do kompletu oraz tusz do rzęs, który mnie zaskoczył. Kupujemy tak naprawdę sam tusz a szczoteczkę możemy sobie dobrać według własnych upodobań. Do wyboru mamy trzy: silikonową, tradycyjną cienką i tradycyjną grubą. 
I ostatnią szafą, którą ostatnio odwiedzam dość często jest Biolove. Na temat tej marki mówię ciągle  (tu i tu) i polecam ją na prawo i lewo, ponieważ dawno nic mnie tak nie zachwyciło, jak te kosmetyki - niedługo będzie nieco szerszy opis. Tym razem pokusiłam się o mus pielęgnacyjny do ciała o zapachu mango, cynamonowy krem do rąk i masełko do ust o zapachu PanaCotta. Zapachy - obłędne, skład - świetny, marka - polska, opakowanie - piękne. Dodatkowo dostałam jeszcze fajny mały woreczek jutowy z logiem marki, za zakup trzech kosmetyków, bransoletkę i lustereczko z logiem drogerii, oba widoczne na zdjęciu z Mystik. Niby pierdoły, ale człowiek od razu fajniej się czuje, jeśli dostanie nawet tak malutkie upominki.


Tak się przedstawiają moje zakupy w obu drogeriach. Miałyście coś z wyżej wymienionych kosmetyków? A może chcecie mieć? Podzielcie się wrażeniami, jak się podobają :)