sobota, 24 września 2016

Pielęgnując ciało naturalnie....rozkładamy markę BIOLOVE na czynniki pierwsze.


Lubię kosmetyki zawierające sporo składników roślinnych, mało konserwantów, najlepiej w ogóle nie mające żadnych SLSów, SLESów i tego typu udziwnień, a najlepiej, żeby jeszcze fajnie pachniały i działały. Jakiś czas temu zaczęłam przygodę z drogerią Kontigo i podczas pierwszego buszowania po niej rzuciła mi się w oczy dość spora szafa  BIOLOVE. Ani drogerii, ani marki absolutnie nie znałam i nie miałam pojęcia, jakie dobroci tam się kryją. Ale kiedy już to odkryłam....Przepadłam z kretesem :)
Od tego czasu czy to na blogu, czy w moich filmach pewnie zauważyliście, że marka ciągle się gdzieś przewija a ja pieję z zachwytu nad nią. Dziś przybliżę ją bardziej, ponieważ uważam, że zawiera produkty bardzo mocno warte uwagi.
Biolove jest marką własną Kontigo, reklamuje się tym, że jest w 100% naturalna, nie zawiera SLS, PEG, silikonów, parabenów, barwników i konserwantów. Dlaczego jest to dla mnie takie ważne? Już tłumaczę.
SLS czy SLES (Sodium Lauryl Sulfate, Sodium Laureth Sulfate) - to tanie detergenty syntetyczne, w  przemyśle stosowane do mycia i odtłuszczania. Obecnie możemy je znaleźć w wielu kosmetykach myjących, ponieważ odpowiedzialne są za spienianie (wtedy wydaje nam się, że kosmetyk lepiej działa). A dlaczego ich nie lubię? Powodują świąd, przesuszanie się skóry (niszcząc jej barierę lipidową), lub nadmierne wydzielanie sebum przy cerze tłustej i trądzikowej, wypryski, przyczyniają się do powstawania guzków ropnych i prosaków.
PEG (Polyethylene Glycol) jest to syntetyczna wersja emulgatorów (naturalnych związków odpowiedzialnych za łączenie olejów z wodą). Do produkcji PEG (lub PPG) stosuje się Ethylenoxid - szkodliwy i rakotwórczy kwas, uszkadzający genetyczną strukturę komórek. Same glikole zwiększają przepuszczalność naszej skóry,  umożliwiając transport szkodliwych substancji np. zapachowych w głąb organizmu, tym samym doprowadzając do podrażnień czy alergii.
SILIKONY (końcówki -methicone lub -siloxane). W sumie nie są jakoś szczególnie szkodliwe, ponieważ w kosmetykach mają sprawiać, że skóra jest miękka, wygładzona, tak samo jak i włosy. Ale w nadmiarze zapychają skórę, przyczyniając się do powstawania wszelkich niespodzianek typu krosty czy trądzik, a poza tym ciężko je wymyć.
PARABENY (środki konserwujące) - są przyczyną alergii, podejrzewa się też je o rozwój raka piersi i wpływ na gospodarkę hormonalną.
BARWNIKI (oczywiście mowa o sztucznych) - są syntetycznym zamiennikiem barwników naturalnych, o wiele tańszym w otrzymaniu. Uwalniając aromatyczne aminy, mogą być przyczyną alergii czy zmian rakotwórczych (aminy mogą być toksyczne).
KONSERWANTY. Dobra, powiedzmy sobie szczerze. Bez konserwantów kosmetyk po dwóch tygodniach nadawałby się do wyrzucenia, więc jakieś być muszą (grzyby i pleśnie rozwijałyby się w najlepsze). Najlepiej pochodzenia naturalnego :)Sztuczne, oczywiście tańsze zamienniki są to silnie działające substancje o działaniu alergennym. 

Jak widać, dobrze wiedzieć co się kryje w kosmetykach, kiedyś Wam zrobię cały wpis na ten temat.
Dlatego miło było znaleźć w morzu pielęgnacyjnych produktów coś, co ma piękne, proste składy (w niżej podanych składach na zielono - składnik łagodny dla organizmu, na czerwono - coś, czego nie chcemy).

Zacznijmy od żelu do mycia ciała. Ja wybrałam sobie zapach miodu z mlekiem, ale są też malinowe, borówkowe, grejpfrutowe czy z olejem ze słodkich migdałów.
 Skład? Aqua, Lauryl Glucoside (emulgator), Cocamidopropyl Betaine (substancja myjąca, pianotwórcza), Coco glucoside (substancja myjąca), Glyceryl Oleate (emolient tzw. tłusty, emulgator,  zapobiega odparowaniu wody, nawilża), Glycerin (humektant, wspomaga działanie konserwantów, ułatwia przenikanie składników w głąb skóry), Panthenol (prekursor wit. B, humektant, przyśpiesza regenerację), Parfum, Benzyl alcohol (alkohol aromatyczny, funkcja konserwująca), Dehydroacetic acid (konserwant identyczny z naturalnym), Citric Acid (kwas cytrynowy, działanie złuszczające), Linalool, Hexyl Cinnamal, D-Limonene, Amyl Cinnamal, Alpha-izomethyl Lonone, Geraniol, Citral, Amylcinnamyl Alcohol, Benzyl Salicylate, Benzyl Benzoate (wszystkie są składnikami kompozycji zapachowych, mogą być potencjalnymi alergenami, ale to już przy bardzo wrażliwej czy atopowej skórze).
Nie znalazłam niczego, czego mogłabym się czepić. Myje delikatnie, trochę się pieni, bardzo fajna konsystencja, wyglądająca jak płynny miód lipowy, co przy pięknym, miodowym zapachu potęguje wrażenie, lekko nawilża skórę. Do tego, jeśli z pustą butelką wrócicie do Kontigo, dostaniecie następny 50% taniej. Świetne rozwiązanie :)

Sól do kąpieli. O rany, coś cudownego! Widoczna na zdjęciu jest o zapachu malinowym (sprężysta i miękka skóra), ale za to jakim! Zapach jest tak mocno osadzony, że nawet przy zamkniętej pokrywce jest wyczuwalny, a wystarczy dosłownie odrobina, by łazienka się nim wypełniła. A spróbujcie otworzyć opakowanie i je tak zostawić...Aromat malin po prostu Was otula, zamykacie oczy i jesteście w malinowym zagajniku, brakuje tylko śpiewu ptaków.
Oprócz tego zapachu w ofercie jest też zielona herbata (regenerująca), pomarańcza z wanilią (walka z cellulitem) i niezapominajka (sprężysta skóra). Każda sól, oprócz tego że jest naturalną solą z Morza Martwego, jest też wzbogacona o inne oleje i przeznaczona do pielęgnacji innego problemu skórnego. 
Skład mojej: Maris salt (sól morska), Parfum, Vitis Vinifera Seed Oil (olejek z pestek winogron), Cl 75470 (Carmine - barwnik naturalny), Benzyl salicylate, Citral, Citronellol, Geraniol, Limonene, Linalool (kompozycja zapachowa). 

Lotion do ciała w sprayu o zapachu malinowym.
To wybrałam raczej jako ciekawostkę, bo wolę nałożyć solidną warstwę balsamu, lotiony jakoś mnie nigdy nie przekonały. Ale jeżeli ktoś woli lekką, delikatną i szybko wchłaniającą się konsystencję - to jest idealny kosmetyk dla niego. Znów zapach maliny, ale alternatywą był kokos, za którym nie przepadam. 
Fajnie nawilża skórę i niweluje uczucie suchości, ale polecam ją raczej osobom, które nie mają problemu z mocno przesuszoną skórą i nie potrzebują mocnego nawilżenia. 
Skład: Aqua, Glycine soja oil (olej sojowy, emolient), Cocos nucifera oil (olej kokosowy), Glycerin, Panthenol, Isopropyl acetate (składnik kompozycji zapachowej), Cetearyl Alcohol (emolient tzw. tłusty, substancja konsystencjotwórcza), Glyceryl stearate (emulgator, emolient tzw. tłusty), Parfum, benzyl alcohol, Stearic acid (emulgator, substancja renatłuszczająca), Sodium Lauroyl Glutamate (substancja powierzchniowo czynna, organiczna), Dehydroacetic acid, Benzyl Salicylate, Limonene, Linalool, Citronellol, Citral, Geraniol.


Mój ukochany olejek do włosów 7 oils.
Najlepszy olejek do włosów, jaki do tej pory udało mi się przetestować. Wspominałam już o nim w ulubieńcach sierpnia, i nadal pełni funkcję ulubieńca. Stosuję go już po umyciu włosów, wcierając w nie małą ilość, dzięki czemu są gładkie, błyszczące i się nie plączą.
Skład: Macadamia ternifolia seed oil (olej z orzechów macadamia), Prunus amygdalus dulcis oil (olej migdałowy), Glycine soja oil (olej sojowy), Cocos nucifera seed oil (olej kokosowy), Caprylic/capric trigliceryde (emolient tłusty, poprawia konsystencję preparatu), Argani spinosa kernel oil (olej arganowy), Simmondsia chinensis seed oil (olej jojoba), Plukenetia Volubilis seed oil (olej Sacha inchi), Trocopheryl acetate (przeciwutleniacz (!)), Parfum.
Chyba nie muszę dodawać dlaczego to mój faworyt :)
.
Mus do ciała.
Niesamowicie lekki i delikatny kosmetyk pielęgnacyjny. Trzymając pudełko w dłoni macie wrażenie, że nic nie waży, a jednak kryje w sobie ogromne pokłady nawilżenia, natłuszczenia skóry (podstawą składu są oleje roślinne) i zapachu.  Ja posiadam mus o obłędnym zapachu mango, ale są tez zapachy pomarańczy, maliny, borówki i cudownie słodkiego ciasteczka. Zapachy są tak intensywne i zbliżone do naturalnych, ze macie ochotę to zjeść. :) Utrzymują się długo na ciele, co jest sporym plusem.
Skład: Butyrospermum Parkii butter (masło shea), Macadamia ternifolia seed oil, Caprylic/capric triglyceride, Sunflower seed oil (olej słonecznikowy), Glycerin, Cetyl Alcohol (emulgator, emolient tłusty), Candelilla Cera (wosk z liści Wilczomlecza), Simmondsia chinensis Oil, Parfum, Tocopheryl acetate, Magnifera indica fruit extract (ekstrakt z owoców mango), chlorophyll (roślinny barwnik, działanie antyseptyczne(!)).
Kolejny kosmetyk, któremu ciężko jest cokolwiek zarzucić i kolejny mój ukochany, nie tylko ulubiony :)

Masło do ciała.
Znacznie gęstsza konsystencja, dla osób niewprawionych z masłami może być nieco upierdliwa w rozprowadzaniu na skórze, do tego dłużej się wchłania niż mus. Ale to wcale nie znaczy, że jej nie polecam, wręcz przeciwnie! Bardzo lubię masełka, sama jestem posiadaczką masełka o bardzo świeżym zapachu zielonej herbaty, ale są też waniliowe, różane, wiśniowe, truskawkowe i pomarańczowe. Pełna, owocowo-kwiatowa rozkosz :)
Skład: Butyrospermum parkii butter, Argania sinosa kernel oil, Tocopheryl Acetate, Parfum


Krem do rąk cynamonowy.
Przyznaję od razu, jest to najmniej lubiany przeze mnie Kosmetyk Biolove, ale nie ze względu na skład, czy działanie, bo to jest OK. Najmniej lubię (bardzo subiektywne), bo krem ma dość lejącą się konsystencję i trzeba bardzo uważać, by zbyt wiele nie wylało się przy aplikacji. Po wtarciu w skórę tak jakby zaczyna tężeć i szybko się wchłaniać, ale tuż po otworzeniu tubki udało mi się już go nieopatrznie wylać. Gdyby był gęstszy, miał by 10/10, a tak jest tylko 7/10.
Mimo tego całkiem dobrze się wchłania, tworzy na skórze dłoni ochronną warstwę, likwiduje suchą skórę. Ja mam zapach cynamonu, ale jest jeszcze miód z mlekiem i malina.
Skład: Aqua, Caprylic/capric Trigliceryde, Glycine soja oil, Glycerin, Glyceryl Stearate, Cetearyl Alcohol, Stearic Acid, Panthenol, Cetyl Alcohol, Tocopheryl Acetate, Parfum, Bezyl alcohol, Dehydroacetic Acid.


Masełko do ust
Na nadchodzącą jesień jest to mus dla osób z często wysychającymi wargami. Świetnie pielęgnuje, wygładza, nawilża i dba o nasze usta. Konsystencja bardzo gęsta, używam go już od jakiegoś czasu, a mam wrażenie, że zużyłam minimalną ilość. Bardzo wydajne.
Moje jest o zapachu śmietankowo-truskawkowej Panna Cotty, ale jest też morelowe i o zapachu owocu granatu.
Skład: Glycine soja oil, Butyrospermum parkii butter, Cera alba, Ricinus communis oil (olej rycynowy), Cocos nucifera oil, Sorbitol (związek organiczny o słodkim smaku,  humektant, wygładzający), Parfum, Tocopheryl Acetate.

Kula do kąpieli o zapachu piżma.
W sprzedaży są dostępne kule, wyglądające jak ta na zdjęciu i półkule, pakowane w siatkowe woreczki po trzy sztuki. Wszystkie mają w swoim składzie oleje pielęgnujące i nawilżające skórę, a dostępne zapachy to: piżmo, pomarańcza z wanilią, zielona herbata, niezapominajka, malina.
Jest to kolejna niespodzianka dla mnie i coś od czego się własnie uzależniłam. Kula zawiera tyle olejków, że radzę ją Wam wrzucić do kąpieli już po pierwszych ablucjach, gdyż skóra jest wręcz otulona nimi. Nie musicie absolutnie używać żadnego balsamu, nie ma takiej potrzeby. Jest cudowna :D
Skład: Sodium bicarbonate (soda oczyszczona, dzięki której wytwarza się piana, zmiękcza wodę), Citrid Acid, Vitis vinifera seed oil, Butyrosmermum parkii kernel oil, Zea mays starch (skrobia kukurydziana, wypełniacz),  Sodium chloride (chlorek sodu, odpowiada za lepkość), Parfum, Propylene glycol (ułatwia przenikanie składników w głąb skóry), Aqua, Tocopheryl Acetate, Rosa damascena (róża damasceńska widoczna w postaci suchych płatków).

Oprócz tego Biolove ma jeszcze peelingi do ciała, stóp i dłoni, mgiełki zapachowe, masło kokosowe i świece do masażu, ale na razie jeszcze tego nie posiadam i nie testowałam, więc nie ma co Wam opisywać na głupa. Opisuję tylko to, co mam i używam :)

Tak przedstawiają się składy kosmetyczne. Wynika z nich niezbicie, że konserwantów brak (tym samym odszczekuję to, co mówiłam w filmie, że jakieś być MUSZĄ), niektóre ze  związków organicznych mają zdolności konserwujące ubocznie i to ratuje kosmetyki przed szybką utratą właściwości. Składy bardzo naturalne, składniki pochodzenia organicznego, piękne zapachy, śliczne opakowania i, co najważniejsze, tworzone w Polsce przez Polaka. czego chcieć więcej?....
Już wiem czego. Rozszerzenia asortymentu o szampony i odżywki. Na moje pytanie Kontigo odpowiedziało dość tajemniczo, ale skłaniam się ku teorii, że będą, więc pozostaje tylko czekać....A czekanie umilać sobie kompletując resztę kosmetyków z Biolove :)


Tyle na dziś o mojej ukochanej marce. Macie? Mieliście? A może chcielibyście mieć? Podzielcie się w komentarzach :)