niedziela, 4 września 2016

Dermacol i MakeUp Revolution -- moi ulubieńcy.

    Coś nie mam szczęścia do terminowych wpisów. Potęguje się to wybitnie, jak tylko obiecam, że coś będzie "jutro", albo w jakimś mega krótkim czasie :) A jedynym powodem jest fakt, że musiałam znaleźć czas na zdjęcia. Zdjęcia są, to do dzieła!

Zaczniemy od czeskiego DERMACOLU. 

Z podkładem zetknęłam się już dawno, bo jakieś piętnaście lat temu, a natrafiłam na niego szukając w ogóle jakiegoś jasnego podkładu. Jakimś cudem go znalazłam w małej drogeryjce, a pani sprzedająca wybrała mi najjaśniejszy kolor. Ale albo byłam wtedy jakoś opalona, albo to był wybitnie najjaśniejszy, bo nawet dla mnie był za jasny i wyglądałam jak topielica. Oczywiście nakładałam go za dużo, nie mając żadnej gąbki blendującej, które chyba wtedy jeszcze nie istniały, ani pędzla, które dopiero raczkowały na rynku.
Teraz postanowiłam zrobić drugie podejście, przy okazji zaopatrując się w kosmetyki towarzyszące i akcesoria. 

Zacznijmy od bazy Gold Anti-Wrinkle. Według producenta, baza  jest z aktywnym złotem i algami, dzięki czemu ma wyraźnie spowolnić proces starzenia, zwiększać elastyczność skóry, rozpromieniać, oraz wypełniać i wygładzać zmarszczki. 
Owo złoto widać w bazie, ponieważ przezroczysta buteleczka wcale nie ukrywa złotych drobinek. Odrobina luksusu na twarzy :)
Baza jest aksamitna w dotyku, na twarzy tworzy delikatny filtr, który wyrównuje skórę. Rzeczywiście ukrywa drobne zmarszczki, z głębszymi radzi sobie trochę gorzej. Podkład na niej wygląda całkiem nieźle i długo się utrzymuje bez żadnych poprawek. Sprawdzałam ją też z innymi podkładami - nie gryzie się z nimi, nic się nie ścina, nie roluje, baza przedłuża też trwałość. Co do tego opóźnienia starzenia może być ciężko stwierdzić, bo baza ma pojemność tylko 15 ml i dość szybkie zużycie. Kosztuje w okolicach 20-30 złotych, co nie jest wygórowaną ceną. U mnie się ładnie sprawdza, myślę, że to nie jest ostatni raz, kiedy u mnie gości. Poza tym ciągle korci mnie, by zbadać to opóźnianie starzenia.:)

Przechodzimy do podkładu MakeUp Cover. Podkład pojemność ma niewielką, ale biorąc pod uwagę jego niesamowite krycie, nie stanowi to kłopotu. W filmie dobrze widać, ile potrzeba na twarz. Dodatkowo użyłam też podkładu jako korektora - niektórzy używają go własnie w ten sposób. Co prawda kupiłam najjaśniejszy odcień, ale tu jest mały paradoks. Jestem pewna jak amen w pacierzu, że mój poprzedni podkład robiący ze mnie topielicę, miał kolor 208. Tym razem mam jaśniejszy 207 (wtedy u nas go nie widziałam), a wydaje mi się, że jest o pół tonu za ciemny. Dziwne trochę.
Podkład świetnie się sprawuje, długo się trzyma, wyrównuje koloryt. Raczej nie polecam rozcierania dłońmi, chyba, że naprawdę jesteście wprawione. Lepiej wykorzystać do tego celu zwilżoną gąbeczkę lub flat topa. I ostatnie czego nie polecam, to noszenie go codziennie, lepiej  zachowajmy go na jakieś wyjątkowe wyjścia, do których musimy mieć idealną cerę, ponieważ podkład ma tendencje do zapychania. Jak z reguły nie mam z tym problemów, to po tygodniu testów pojawiły mi się małe niespodzianki na twarzy.
Podkład jest w miarę tani (20-27 zł) i bardzo wydajny, warto mieć go w swojej kosmetyczce.

I ostatnia rzecz to puder Fixing powder transparentny, który paskudnie gdzieś zaginął przy montażu.
W pudełku znajdziemy cienki puszek i mini pędzel. Puszek nie na wiele się zda, chyba, że naprawdę nie mamy nic pod ręką. Pędzel jest niezły by przypudrować korektor pod oczami, albo nałożyć kosmetyk konturujący, ale po umyciu wydziela się z niego dość wyraźny zapach koziej sierści.
Na początku całkiem fajnie matuje, ładnie zachowuje się na twarzy, która wygląda bardziej promiennie. Niestety po paru godzinach skóra zaczyna się świecić. Może lepiej będzie to wyglądać na cerze normalnej, ale przy mojej mieszanej niestety egzaminu na długie matowienie nie zdało.
Podsumowując, bardzo lubię się z Dermacolem, a patrząc na całkiem niezłą gamę kosmetyków kolorowych i pielęgnacyjnych, myślę, że jeszcze jakiś zakup zrobię

Następnym kolorowym kosmetykiem - ostatnio moim naj, naj - jest paleta cieni MAKEUP REVOLUTION- Fortune Favours the Brave. Zakochałam się w niej od pierwszego zdjęcia umieszczonego na instagramie MUR.  
Na filmie widać, jak wygląda, więc nie będę się powtarzać, ale teraz chyba lepiej widać kolory.
Ogromne lustro, niezłe napigmentowanie kolorów i spory ich wybór pozwolą nam stworzyć naprawdę ciekawe makijaże. Paletę testowałam na bazie z cienkiej warstwy podkładu Dermacolu i utrzymała się świetnie przez cały dzień. Kolory blendują się ze sobą bardzo dobrze, nie ma problemu z ich nanoszeniem i rozcieraniem, chociaż nie robiłabym tego pędzelkiem dołączonym do palety, bo nie jest nawet średnich lotów.
Podsumowując, to mój ulubieniec sierpniowy :)
Jeśli chcecie ją dostać, spieszcie się, bo paleta jest z edycji limitowanej. Sama musiałam się sporo naszukać, by ją dostać, przewaliłam sporo polskich drogerii, ostatecznie zostało mi Allegro, na którym chyba trochę przepłaciłam i czekałam prawie trzy tygodnie, ale warta jest tego przepłacenia (swoją drogą tydzień później okazało się, że na warszawskiej Białołęce jest drogeria, która ma całą szafę z MUR i oczywiście paletka była...)

Kosmetyki z Dermacolu dostaniecie pod adresem https://kosmetykizameryki.pl/, paletka w swoim czasie była dostępna na http://www.cocolita.pl/. Teraz widzę ją jako niedostępną, ale całkiem niedawno cocolita potwierdziła na insta, że mają mieć jeszcze, więc warto ich pytać :).

6/09/16 EDIT: Kosmetyki Makeup Revolution sa dostępne w Hebe!! O radości :)

To jak? Mieliście coś z powyższych kosmetyków? A może będziecie mieć? Co o nich sądzicie?