wtorek, 23 sierpnia 2016

Opróżniamy kosmetyczki, cz.3 - Pielęgnacja ciała

Wyzwanie trustedcosmetics.pl

Kolejny tydzień, kolejne wyzwanie od trusted cosmetics, tym razem jest to pielęgnacja ciała. W samym wyzwaniu nie jest uwzględniona pielęgnacja włosów a szkoda. Mimo wszystko, to chyba najodpowiedniejsza część wyzwania, by ją opisać, w końcu to też pielęgnacja :)

 A skoro tak, to zacznę własnie od tej części, bo moje włosy to coś, o co bardzo lubię dbać. 
Do pielęgnacji używam różnych szamponów, akurat tu nie zwracam większej uwagi na to, czego używam, byleby było czyszczące i mniej więcej do mojego rodzaju włosów. W swoim czasie nałogowo używałam Fructisa GARNIERA i w sumie nadal lubię te szampony. Obecnie używam szamponu KALLOS Hair Pro-Tox, który spełnia obie te funkcje. Nie wysusza za bardzo moich włosów, dobrze czyści, ale nie zauważyłam nawilżania, które obiecuje producent. Kolejnym szamponem jest Szampon na cedrowym propolisie BABUSZKI AGAFII....i tu ogromny zawód. 
Kiedy kosmetyki Babuszki Agafii wchodziły na polski rynek, były dla mnie objawieniem naturalnego składu i jakiejś tam końcówki konserwantów. Mój obecny zawód i smutek, to skład tego szamponu i jego wygląd. Na drugim miejscu jest SLS, na trzecim sól kuchenna, na czwartym Cocoamide DEA, a na piątym Cocoamidopropyl Betaine (CAPB). Ta tablica Mendelejewa kiedyś była nieobecna, nagle firma poszła w ilość i skończyło się takimi dodatkami. Co to oznacza? CAPB sam w sobie jest mało szkodliwy - w połączeniu z SLS powoduje przesuszenie skóry, łupież i alergie. Sam SLS to już epicka epickość jeśli chodzi o szkodliwość dla organizmu, łącznie z tworzeniem czynników mutagennych. Sól kuchenna dodatkowo przesusza włosy, a ja kupiłam szampon po to, by je wzmocnić i nawilżyć. 
Dalej są ekstrakty z roślin, ale część jest organicznego pochodzenia, część nie. Także chyba zacznę mocno przyglądać się kosmetykom Babuszki Agafii, bo jak widać ich sukces wcale nie poprawił ich jakości.
Bardzo lubię hinduskie szampony - moim ulubieńcem jest firma SESA. Ale znalazłam też hinduską perełkę - szampon w proszku firmy HESH, który składa się ze sproszkowanych roślin, nie ma w sobie żadnej chemii i świetnie oczyszcza włosy i skórę głowy. Poza tym normalizuje ją, co jest bardzo przydatne dla tych, którzy mają problem z łupieżem, czy przetłuszczającymi się włosami.
Odżywki uwielbiam i nie wyobrażam sobie mycia głowy bez nich. Obecnie używam BIOVAXU z bambusem i olejem z avocado, NATURAL CLASSIC Aloe Vera Treatment Wax i KALLOSa z proteinami z mleka. Nałogowo też używam olejku z SESY.

Kąpiel.
Żel- DOVE - do tej pory nie znalazłam nic bardziej nawilżającego. Zużyłam już tyle butelek, że mogłabym spokojnie skrzynkę na jabłka nimi wypełnić. Oprócz tego jeszcze mam olejek pod prysznic z serii Tutti Frutti z FARMONY. Olejek właściwie ma formę żelu pod prysznic, nie czuć niczego tłustego ale fajnie nawilża. Jednak jego zapach, w którym dominuje owoc lychee, jest dla mnie nieco za słodki. 
Dwa peelingi - jeden z FARMONY, również z serii Tutti Frutti. Uwielbiam. Lekka żelowa konsystencja z peelingującymi drobinami, które fajnie masują skórą i owocowy zapach. Drugi to Cloud 9 z BOMB COSMETICS w formie testera. Zapach bardzo pudrowy, chociaż można wyczuć wanilię. Świetny peeling do masażu, pozostawia lekką, nawilżającą warstwę i świeży zapach na skórze.  Warto go kupić, zwłaszcza przy wrażliwej czy przesuszonej skórze.
Płyn do kąpieli, sole do kąpieli - nie mam preferencji, byle robiło bąbelki lub ładnie pachniało. W sole często zaopatruje się w Biedronce, lubię firmę BeBeauty. Co do bąbelków - na razie zapewnia je płyn do kąpieli firmy LUKSJA o zapachu wafelków karmelowych.
W międzyczasie trzeba pozbyć się niechcianych włosków, i tu przychodzi z pomocą pianka do golenia firmy GILETTE dla kobiet. Uwielbiam zapachy, które firma oferuje.
Balsamy - obecnie jest to balsam z olejkiem arganowym firmy BE BEAUTY. Tanie to to, jak barszcz, a bardzo skuteczne, przywrócił do porządku moją przesuszoną skórę. Ostatnio dostałam też masełko do ciała firmy NACOMI o zapachu muffinków z czekoladą....Cóż za zapach, aż się chce zjeść taką muffinkę. Wykończę tester i kupuję od razu wielkie pudło :) Od czasu do czasu, gdy chcę bardziej nawilżyć skórę, sięgam po olejek dla dzieci firmy JOHNSON&JOHNSON.
Antyperspiranty - tylko i wyłącznie REXONA w sztyfcie, od "wielkiego dzwona" DOVE w sprayu. Ale Rexonie jestem wierna od lat nastoletnich, nigdy jeszcze mnie nie zawiodła (w przeciwieństwie do innych testowanych antyperspirantów).
I ostatnie części wyzwania, które załatwię za jednym zamachem: kosmetyki na rozstępy i cellulit - no cóż na pierwsze nie muszę używać, drugie usiłuję zwalczyć peelingami i gąbką masującą. Płyn do higieny intymnej - ZIAJA konwaliowa. Tania, duża, pięknie pachnie i pielęgnuje. Kosmetyki do opalania - w mooim przypadku raczej przeciw, bo opalania nie znoszę :) EUCERIN Sun Lotion SPF 50, ORIFLAME Sun Zone SPF 15 i krem BB Aqua Petit Jelly HOLIKA HOLIKA SPF 20, o którym pisałam tu.

Tak własnie wygląda moja toaletka. A u Was? Pochwalcie się :)