sobota, 13 sierpnia 2016

Kosmetyki Dalekiego Wschodu. Warto, czy nie? Dziesięć kroków azjatyckiego dbania o cerę, cz.1

Cześć
Dziś wprowadzę Was trochę w temat, który jest przewodnikiem dla filmu o powyższym tytule. Link tutaj  :)

 Jakiś czas temu (bardzo dawny czas temu) w czeluściach internetu trafiłam na artykuł jak Japonki i Koreanki dbają o twarz. Jakie one mają twarze, każdy widzi. Pomijam sprawę, że trochę to też zależy od stylu żywienia, który od naszego różni się przeogromnie (o tym kiedyś), ale dbanie o cerę nasze a azjatyckie, to niebo a ziemia. 
Jesteśmy przyzwyczajone do tego, że wieczorem zmywamy makijaż wodą micelarną/mleczkiem, potem może jeszcze opłukamy twarz, a może nie, zwłaszcza wrażliwcy z tego, co wiem, unikają dodatkowej czynności, mogącej podrażnić ich delikatną skórę. A teraz przyznać się, ile z was używa toniku? I większej ilości specyfików, a nie tylko kremu? 
Ja przez całą swoją nastoletnią (i dwudziestoletnią zresztą też) młodość wychodziłam z założenia, że w łazience wystarczy mleczko, żel, krem i koniec. Reszta nie była mi potrzebna, a pielęgnacja skóry twarzy to był upierdliwy obowiązek. Okazuje się, że tak nie jest. 
Jestem po lekturze Charlotte Cho - Sekrety urody Koreanek i oto, co Wam rzeknę:
Jeżeli chcecie naprawdę świadomie dbać o skórę twarzy, niechaj ta książka zostanie Waszą Biblią!!!
Jak mówi autorka:" Świat zachodni uważa, że w dbaniu o cerę jest tyle przyjemności co w nitkowaniu zębów. W Korei to coś, z czego można czerpać przyjemność."
Zaciekawiona, zaczęłam się wgłębiać w temat bardziej, szukając informacji na temat pielęgnacji azjatyckiej i tychże kosmetyków. 
Pierwsze kroki zostały już  poczynione i w mojej szafce znajduję się parę kosmetyków z tamtejszych stron. 

Dlaczego mówię o świadomej pielęgnacji twarzy? W owej książce znalazłam ciekawy przypadek ponad sześćdziesięcioletniego kierowcy TIRa, którego jedna część twarzy była wystawiona na słońce. Oczywiście, że facet, o skórę nie dba itd. Ale zobaczcie, czym kończy się niedbanie i wystawianie skóry na słońce, w końcu opalenizna nadal jest modna....



 Krok pierwszy - oczyszczanie.
Według Cho, oczyszczanie to nie tylko likwidowanie brudu, czy makijażu, ale też wolnych rodników, które gromadzą się w skórze w ciągu dnia. Chlapnięcie wody na twarz, czy potraktowanie jej wodą micelarną, albo mleczkiem nie wystarcza, bo nie czyścimy jej z rodników. A pozostawione na skórze przez noc "robią" swoją robotę, szkodząc skórze. Dlatego do twarzy używam olejku myjącego, który świetnie usuwa makijaż. Najpierw lekko masuję nim twarz, a potem dodaję wody. Pod jej wpływem olejek zamienia się w emulsję, która "zbiera" cały tłuszcz i brud, a także te biedne, niechciane rodniki :), pozostawiając nam czystą i lekko nawilżoną skórę. 

Moim olejkiem użytym jest olejek czyszczący z firmy Acevivi, który pięknie pachnie i doskonale czyści, ale polecam również Holika Holika czy Tony Moly. Można je dostać na polskich stronach (cocolita.pl czy myasia.pl), ale jeśli ktoś ma konto na e-bay, to bardziej proponuję się rozejrzeć na stronach koreańskich, bo często są tańsze i to sporo, tyle, że trzeba czekać na (bezpłatną) przesyłkę trochę dłużej. Za to jeżeli ktoś kręci nosem na ceny - pamiętajcie, że nie zużyjecie tego w miesiąc, chyba, że chcecie wylewać to na siebie. Do oczyszczenia potrzebna jest niewielka ilość, ja swój olejek o pojemności 150 ml "męczę" już od 0,5 roku.

Krok drugi - oczyszczanie.

Następna jest pianka, którą usuwamy resztki olejku i zanieczyszczeń. Ważne jest by tu nie dotykać twarzy rękoma. Można się zaopatrzyć w gąbeczki lub małą szczoteczkę. Znajdziemy je w Rossmanie za jakieś 3-5 złotych. Moja pianka jest z niemieckiej firmy CD, która komunikuje się hasłem "kosmetyki bliskie naturze". W jej kosmetykach nie znajdziemy parabenów, silikonów, produktów pochodzenia zwierzęcego, czy olei mineralnych. Jednakże dla mnie pianka ma zbyt delikatne działanie i nie nawilża mi skóry. Całkiem niedawno testowałam piankę firmy Tony Moly Nutra energy foam cleanser, która zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Pianka jest właściwie bardziej w formie kremu, zamienia się w piankę dopiero pod wpływem wody. jest potwornie wydajna, świeżo pachnie, świetnie czyści i nie pozostawia szczypiącej skóry. Ceny nie odbiegają od cen zachodnich kosmetyków. Wydaje mi się, że to trochę lepszy zakup :)



Następnym etapem, niepomijanym przez Azjatki, ale przez nas już tak, jest codzienne ...
Krok trzeci - Złuszczanie
U nas raczej nie do pomyślenia, zachodnie standardy polecają złuszczanie raz, dwa razy na tydzień. Wobec tego, dlaczego Azjatki trzaskają swoją skórę na co dzień? Ano dlatego, ze w Korei, czy Japonii są znacznie delikatniejsze kosmetyki złuszczające niż u nas. I mogę to potwierdzić, stosując mojego pomidorka, czyli Tony Moly - Tomatox massage magic pack.
Jestem leniem i stosuję ją raz na tydzień, ale nic nie stoi na przeszkodzie, by stosować ją codziennie. Maska działa jak peeling enzymatyczny, złuszczając martwy naskórek, oczyszczając pory i lekko nawilżając. Mam wrażliwą skórę i każdy peeling, nawet enzymatyczny kończył się czerwoną twarzą, a skóra dochodziła do siebie przez parę godzin. Po tej masce od razu widać rozjaśnienie (lekko wybiela :)), a moja skóra czuje się świetnie i nie ma podrażnień. Polecam z czystym sumieniem. 
Następną jest czarna maska peel off z firmy Pil'aten, pochodnej Misshy. W filmie podałam, że jest japońska, ale to nieprawda. Missha jest firmą koreańską, a maska prawdopodobnie była produkowana na rynek japoński, dlatego jest japońskie pismo na opakowaniu. Pudełko dawno wyrzuciłam, więc nie mogłam zweryfikować. swoją drogą maska była sprowadzana z Chin :)
Maska świetnie oczyszcza twarz ze wszystkiego, tego nie można jej odmówić. Mówię tu zarówno o brudzie, martwym naskórku itp, jak i o włoskach, które zdarzy się nią pokryć. depiluje pierwszorzędnie, więc radzę uważać :). Ale za to bezbłędnie oczyszcza twarz. raz na tydzień w jej przypadku wystarczy.
I ostatnia w moich zbiorach maska Acevivi z minerałami błota Morza Martwego. Wrzucona do oczyszczania, bo takie jest jest główne zadanie. Przeznaczona do każdego typu skóry, zarówno tłustej jak i wrażliwej, zresztą bardzo często pierwsze nie wyklucza drugiego. A to przez nasz zachodni styl myślenia, że jak tłusta, to trzeba wysuszyć na maksa. Okazuje się, że nie tędy droga, co świetnie tłumaczy książka Cho. W każdym razie maska też bardzo fajnie oczyszcza, nie zostawia napiętej skóry, wręcz przeciwnie, moja skóra jest bardzo zrelaksowana. Polecam.


Krok czwarty- Tonizowanie
Jak złuszczanie można pominąć, tak tego już nie sposób. Po pierwsze, przywracamy pH skórze i uspokajamy ją po oczyszczaniu, po drugie, robimy bazę dla naszych kremów. Bez tego, jeśli nakładacie kremy, równie dobrze możecie je nakładać na foliową membranę, bo Wasza skóra własnie tak się zachowa. Po oczyszczaniu, ale bez tonizowania nie będzie za bardzo chciała przyjąć składników odżywczych od kremów, więc równie dobrze można sobie te kroki darować. 
Wbrew temu, co nam wciskają zachodnie reklamy, toniki z alkoholem, nawet przy tłustej skórze, to bezsensowne męczenie i wysuszanie Waszej skóry, a także prosta droga do uwrażliwienia jej, zwiększenia produkcji sebum (skóra się broni), tym samym jeszcze większego przetłuszczania się i pryszczy. Toniki wybierajmy nawilżające i, jak sama nazwa wskazuje, tonizujące, przywracające pH skóry twarzy.
Sama stosuję tonik Garniera różowy, jednakże jak najbardziej polecam koreańskie, które mają naturalniejsze nieco składy niż nasze drogeryjne (choć można znaleźć perełki), albo wodę różaną


Maskę czarną i kosmetyki z Acevivi kupiłam przez aplikację mobilną DealSale, ale o ile wiem dostępna jest też w kolejnej aplikacji - Wish, lub na Amazonie.
Pomidorka i piankę możemy dostać przez e-bay, warto poszukać też na Cocolicie, skin79 i myasia.com.

Na dziś tyle, niedługo kolejna część.
Macie jakieś kosmetyki azjatyckie? Pochwalcie się :)